Strona g³ówna | Kontakt | Powrót

Mój pierwszy Bike Maraton
- Krynica Górska 2003

Andrzej Skorykow

 To by³ mój ostatni nocleg w Bieszczadach. Rano szybko siê spakowa³em i wyruszy³em do Krynicy. Pierwszy raz jecha³em tras± od Sanoka przez Krosno, Gorlice, Jas³o i bardzo mi siê podoba³o, najbardziej Krosno, do którego chêtnie siê jeszcze kiedy¶ wybiorê. W Krynicy wcze¶niej nie by³em. Pierwsze wra¿enie po przybyciu na miejsce nie by³o ujmuj±ce. Poczu³em siê jak bym wróci³ do miasta. Blokowiska w kurorcie górskim? W biurze informacji szybko przydzielili mi pokój. Odpocz±³em i pojecha³em do organizatora zawodów. Ju¿ po drodze widzia³em mnóstwo kolarzy wygl±daj±cych na profesjonalistów, a przecie¿ mia³a byæ to równie¿ impreza dla amatorów. Zobaczymy jutro. Dokona³em zg³oszenia, dosta³em numer startowy i kazano mi siê zg³osiæ nastêpnego dnia przed wy¶cigiem. Wracaj±c do hotelu pojecha³em jeszcze odwiedziæ Muszynê, w której by³em 29 lat temu.

Dzieñ startu
Ca³± noc la³o. Rano spod czarnych burzowych chmur, wygl±da³o nie¶mia³o s³oñce. ¦niadanie hotelowe przy jednym stole z trzema kolarzami z Kielc. Dziwili siê, ¿e przed startem jem kanapki z kie³bas±, któr± poda³a kelnerka. Oni natomiast przynie¶li swoje specja³y na tak± okazjê, a skorzystali jedynie z herbaty. Wszyscy mieli zegarki z pomiarem têtna. Wygl±dali i zachowywali siê bardzo profesjonalnie. Pojecha³em na miejsce startu gdzie dosta³em od organizatora kolarsk± koszulkê pami±tkow± (regu³a na ka¿dej imprezie) i kilka innych gadgetów. Przygotowa³em siê do startu. Przejecha³em jeszcze kilka kilometrów na rozgrzewkê i ustawi³em siê w miejscu gdzie ju¿ prawie godzinê przed rozpoczêciem zawodów zaczêli zbieraæ siê pierwsi uczestnicy. Przeczyta³em w informatorze organizatora, ¿e pierwszy start powinno rozpocz±æ siê z ty³u stawki, nie forsowaæ tempa, szczególnie na pierwszych kilometrach. Tak te¿ zrobi³em. O godzinie 11.00 nast±pi³ start honorowy. Spokojnie spod Jaworzyny ruszy³o 500 zawodników. Pocz±tek trasy prowadzi³ przez ca³e miasto. Pilot sukcesywnie rozpêdza³ samochód i dziêki temu rozci±ga³ stawkê by na w±skie górskie drogi nie wjechali wszyscy razem. Po kilku kilometrach nast±pi³ ostry start. Mimo wszystko t³ok nadal panowa³ w peletonie. Zacz±³ siê ostry podjazd. Czêsto trzeba by³o zsiadaæ z roweru i prowadziæ go przez b³otnisty górski szlak. Po jakim¶ czasie stawka siê rozci±gnê³a i mo¿na by³o z trudem jechaæ, poniewa¿ ca³e opony oklei³y siê kilkucentymetrow± warstw± b³ota i  trawy. Mimo przejechanych kilku kilometrów pod górê podjazd nie mia³ zamiaru siê skoñczyæ. Zaczê³y siê pierwsze defekty rowerów rywali. Po 8 km podjazdu zobaczyli¶my szczyt i wy¶cig ruszy³ na dobre. Poziom adrenaliny i ukszta³towanie terenu nie pozwala³o na spokojn± jazdê. Zaczê³a siê ostra rywalizacja. Teren na trasie niezwykle górzysty i b³otnisty. Nie mia³em wcze¶niej okazji poznaæ tak ekstremalnych warunków. Motywowany wyprzedzaniem kolejnych uczestników anga¿owa³em siê w wy¶cig dodatkowo. Na zjazdach trudno by³o mówiæ o odpoczynku, poniewa¿ czu³em siê niezbyt pewnie i musia³em byæ mocno skoncentrowany, by nie dosz³o do kraksy. Zaczê³y siê pierwsze kryzysy, na pó³metku drugi 8 km podjazd. Ju¿ mia³em „trochê" dosyæ. Na zje¼dzie przednie ko³o wtapia³o siê w b³oto i mia³em wra¿enie ¿e tylne mnie dogania. Kolejne ju¿ krótsze podjazdy i nie widaæ koñca wy¶cigu. Grudy ziemi spod kó³ bij± po oczach. Ju¿ teraz wiem, ¿e okulary nie tylko zabezpieczaj± oczy przed owadami, ale przede wszystkim przed b³otem. Woda i b³oto szybko usunê³a smar z elementów rowerowych a w szczególno¶ci z ³añcucha, który przy zmianie prze³o¿enia zawija³ siê na zêbatce. Dziewczyna jad±ca obok poradzi³a mi, ¿eby go polaæ p³ynem z bidonu. My¶la³em, ¿e mo¿e ¿artuje. Spróbowa³em jednak i pomog³o na chwilê. Zacz±³ siê ostatni podjazd, ¶ciga³em siê ju¿ koñcówk± si³. Doganiam kolejnego prowadz±cego ju¿ rower, mijam a on podpycha mnie za siod³o pod górê. Co za ulga, dziêkujê, wrzucam na twardsze prze³o¿enie i jadê ju¿ tak do koñca góry wyprzedzaj±c dziêki temu jeszcze kilku kolarzy. Za pomoc jestem niezwykle wdziêczny. Piêkny gest, my¶lê ¿e mimo wszystko sportowy. Ostatni zjazd, rozpêdzam rower maksymalnie za chwilê doganiam kolejnego kolarza, krzyczê „lewa" (bêdê go wyprzedza³ t± stron±, tak siê nauczy³em ju¿ na maratonie) a on zje¿d¿a na lew± i kraksa. Gro¼ne spojrzenie, ale za chwilê podanie sobie rêki, pomoc w podniesieniu roweru, u¶miech i jedziemy dalej. Na szczê¶cie, oprócz zdartej skóry z nogi nic siê nie sta³o. Ostanie metry to ju¿ wbieganie z rowerem pod sromy krótki podjazd, na którym usytuowana by³a meta. Sama koñcówka zmusi³a do finiszu, by wygraæ jeszcze z dwoma. Da³o mi to 139 miejsce i 30 w kategorii +31. Zapas si³ „0" ale czu³em siê bardzo szczê¶liwy. I pierwsza my¶l, ¿e muszê siê przygotowaæ i spróbowaæ na jeszcze kolejny raz. 

Trafi³em na niezwykle trudne warunki. Wszyscy weterani maratonów twierdzili, ¿e nie startowali na trudniejszej trasie. Ta ocena da³a mi jeszcze wiêksz± satysfakcjê. Posi³ek od organizatora, mycie roweru karcherem, zakoñczenie imprezy i powrót do hotelu. Wspania³a, d³ugo oczekiwana k±piel. Za godzinê by³em spakowany, wsiad³em do samochodu i z przepiêknymi wspomnieniami wróci³em do Warszawy. Pobyt w Bieszczadach ukoronowany startem w Krynicy okaza³ siê przepiêknym wypoczynkiem z niezapomnianymi prze¿yciami.

Dodano: 2007-07-14
Projektowanie stron - Studio Belart  
WMT - masters: p³ywanie, nauka p³ywania, treningi p³ywackie