Strona g³ówna | Kontakt | Powrót

Nie pijcie piwa przed 16:00 czyli
o Zimowych Mistrzostwach Polski Masters w P³ywaniu - Kozienice 2006

Ma³gorzata Kupiszewska

 Mój przewrotny tytu³ nie odnosi siê do picia piwa w ogóle, czy picia piwa przez p³ywaków ka¿dej kategorii, tylko mówi o pasji, konkretnie o mi³o¶ci do p³ywania. Polska s³ynie z produkcji piwa w ca³ej Europie. Moja córka wracaj±c do pó³nocnej Hiszpanii, gdzie obecnie mieszka, zawsze zabiera w prezencie dla swoich przyjació³ puszki „Lecha"i „¯ywca". Ale czemu nie piæ przed 16:00? Bo mo¿na ten czas spo¿ytkowaæ inaczej. Nie upodabniaæ siê do g³ównego bohatera „Kiepskich", lecz siêgn±æ po wzory tych, dla których sport jest recept± na zdrowie i eliksirem m³odo¶ci.

Niekiedy na drodze ¿ycia Bóg stawia niezwyk³ych ludzi, jakby przez nich chcia³ nas czego¶ nauczyæ. Na mojej postawi³, a w zasadzie po³o¿y³ w wodzie Andrzeja Skorykowa. Kiedy p³ywa³ kilka razy w tygodniu, widzia³am go przez zaparowane okulary na s±siednim torze i od pocz±tku nie mog³am poj±æ, jakim trzeba byæ „bezkrêgowcem", ¿eby siê tak poruszaæ „w delfinie". Przyznajê, ¿e zanurza³am siê wtedy pod wodê, aby przyjrzeæ siê finezji jego ruchów. Ale kiedy zagadnê³am go, jak trzeba æwiczyæ, by pojechaæ na Mistrzostwa Masters, nie spodziewa³am siê us³yszeæ, ¿e mam tylko dwa tygodnie, aby siê przygotowaæ. Takiemu laikowi jak ja, amatorowi raczkuj±cemu od pó³tora roku w wodzie, ta wiadomo¶æ wywróci³a dotychczasowe ¿ycie do góry nogami. To nie by³ trening, ale orka rano i wieczorem, a i tak moje mizerne cia³o, zastyg³e i zesztywnia³e, nie chcia³o poddaæ siê temu dyktatowi. Nawet rano po przebudzeniu pierwsz± my¶l± by³o, jak mam p³yn±æ, jak dotykaæ ¶cian przy nawrocie, jak skakaæ, aby nie spada³y okulary i dlaczego jeszcze nie mam odbicia.

Moim przygotowaniom Andrzej przygl±da³ siê z dziwnym wyrazem twarzy. Nie by³o to niezadowolenie tylko, jak siê pó¼niej okaza³o, niekoñcz±ce siê w±tpliwo¶ci, czy aby dobrze zrobi³ rzucaj±c mnie na g³êbok± wodê. Nie wiedzia³, ile godzin spêdzi³am na basenie, a i tak efekty by³y mizerne. Ten czas wspominam jednak cudownie. Zaczê³am nawet pisaæ pamiêtnik szalonej babci dla przysz³ych wnuków.

 Na dwa dni przed zawodami przep³ynê³am 50 metrów ¿abk± poprawnie i w dobrym czasie. Ale motyle zaczê³y w moim brzuchu swój przedziwny taniec. Krêci³y siê tym mocniej, im bli¿ej by³am Kozienic. Zwariowa³y, jak zobaczy³am basen - ciekawie zaprojektowany, rozleg³y, czysty, z widoczn± rêk± gospodarza. Ale architekt na pewno nigdy nie p³ywa³, bo przy prysznicach nie ma ani jednego haczyka do powieszenia rêcznika czy pojemnika z szamponem, woda rozpryskuje siê wszêdzie, tylko nie tam, gdzie trzeba. Szafki s± dla liliputów, bo nic siê tam nie mie¶ci.

Ale atmosfera od razu ekscytuj±ca. Nikogo wcze¶niej nie zna³am, wiêc nikomu nie rzuca³am siê na szyjê, ani z nikim nie wymienia³am przyjacielskich u¶cisków. Nikt mnie te¿ nie poklepywa³. Ale wszyscy odwzajemniali u¶miech i nie czu³am siê obco, choæ uderza³a du¿a rozpiêto¶æ wieku - byli wiele starsi ode mnie lub du¿o m³odsi. Za to w kostiumach wszyscy wygl±dali zgrabnie i kszta³tnie, jakby woda wymuska³a ich figurê.

Zawody rozpoczê³y siê b³yskawicznie. Stara³am siê wyciszyæ, opanowaæ emocje, skoncentrowaæ, ale i tak zapomnia³am o wszystkim. Mia³am siê rozkoszowaæ chwil± na s³upku, a czu³am pustkê w g³owie. Nie potrafi³am przypomnieæ sobie niczego, nawet po bilet startowy nie posz³am sama. My¶la³am tylko, ¿eby us³yszeæ komendê „do startu", poszybowaæ do wody, wp³yn±æ w jej toñ i nie zgubiæ okularów.

Woda by³a przyjacielem i dzia³a³a na mnie uspokajaj±co, ale tylko do chwili, gdy k±tem oka zobaczy³am oddalaj±c± siê czyj±¶ g³owê. To ju¿ nie by³o 25 metrów spokojnej tafli wody. Piêtrz±ce siê fale nie pozwala³y rozbiæ siê moim rêkom i mia³am wra¿enie, jakbym p³ynê³a pod górê. A potem ta ¶liska p³yta brzegu nijak nie dawa³a siê odepchn±æ i przy nawrocie (do znudzenia powtarzanym na treningach) usunê³a mi siê spod stóp. Na szczê¶cie rêce przy³o¿y³am dok³adnie. Powrót by³ jeszcze gorszy i du¿o trudniejszy. Czu³am brak harmonii w ruchach, nie potrafi³am posk³adaæ my¶li, opanowaæ nerwowo¶ci. ¯ywio³ szarpa³ mn± i rzuca³ tak, ¿e kiedy wysz³am z wody, by³am spuchniêta.

 Nie pomog³y ciep³e s³owa Andrzeja, ¿e wszystko by³o poprawnie. By³am niezadowolona. Nie tak to sobie wyobra¿a³am. Czu³am pustkê. Rozczarowanie? Tyle mozolnych æwiczeñ, tyle godzin pracy i taki mizerny efekt? Dopiero kiedy nieoczekiwanie wziê³am udzia³ w sztafecie, poczu³am rado¶æ. Wykona³am przecie¿ plan minimum (?). Bo nie spad³y mi okulary, nie da³am siê zdyskwalifikowaæ, nie „nabra³am kufla" i samo ukoñczenie biegu w takim towarzystwie by³o dla mnie sukcesem. A nagrod± i satysfakcj±, kiedy s³ysza³am pokrzykiwania dopinguj±ce nastêpnych, oklaski dla najwytrwalszych, gratulacje po kolejnym biegu nawet dla tych najs³abszych. Czu³am, ¿e dla takich chwil warto ¿yæ, bo wszyscy, których tu spotka³am, swoim ¿yciem po¶wiadczaj±, ¿e p³ywanie odejmuje lat, zdejmuje garb przykrych do¶wiadczeñ, pozwala ruszaæ siê tym, którym los odebra³ mo¿liwo¶æ normalnego chodzenia. I zrozumia³am, ¿e chcê nale¿eæ do tej niezwyk³ej rodziny.

PS.    A dlaczego „nie pijcie piwa przed 16:00"? Chyba odpowied¼ poznali¶cie sami
PS.2. Dziêkujê mojemu przyjacielowi, osobistemu trenerowi Igorowi Jarzemskiemu, za wszystkie godziny, jakie od ponad roku spêdzi³ ze mn± na basenie, cierpliwie ucz±c mnie wszystkiego, co sam umie.

Dodano: 2006-12-13
Projektowanie stron - Studio Belart  
WMT - masters: p³ywanie, nauka p³ywania, treningi p³ywackie