|
Rysy zdobyte!Ola Skorykow (13 lat)  Ranek zapowiada³ przepiêkn± pogodê w sam raz na nasz± „wycieczkê". Góry w Prosieckiej Dolinie o¶wietlone piêknym s³oñcem wygl±da³y jeszcze okazalej i wcale niegro¼nie, ale nie te mieli¶my dzisiaj pokonaæ. Wstali¶my przed 7:00, zjedli¶my naprawdê po¿ywne ¶niadanie, spakowali¶my plecaki i wreszcie wyruszyli¶my. Ka¿dy rozmy¶la³ nad tym, jaka to ciê¿ka droga nas czeka? Oj, czeka³a! Jak tylko minêli¶my Liptowski Mikulasz ukaza³y nam siê piêkne szczyty Tatr Wysokich. Po drodze gro¼ny widok powyrywanych z korzeniami drzew, ca³ych po³aci le¶nych spowodowanych wichurami i huraganami. W koñcu dojechali¶my samochodem na parking pod szlakiem. Nie by³o du¿o samochodów, co oznacza³o, ¿e nie bêdzie zbyt t³oczno na szlaku. To dobrze. Ju¿ na pocz±tku wêdrówki znacznie wyprzedzili¶my rodziców naszej kole¿anki Zosi, z któr± siê wybrali¶my. Mój Tata, co chwilê nas hamowa³ i ostrzega³, ¿e w tym tempie nie damy rady. Ja jednak czu³am siê na si³ach i nie planowa³am zwolniæ, bo prawdê mówi±c chcia³am jak najszybciej zdobyæ ten szczyt. Zosia chyba te¿. Wiêc szli¶my bardzo szybko mijaj±c co chwilê kolejnych turystów. Zaskoczy³o mnie, ¿e na tym pierwszym odcinku maszerowa³y nawet ca³kiem ma³e dzieci. Pierwsz± krótk± przerwê zrobili¶my po 30 minutach bardzo szybkiego marszu. Pó¼niej zatrzymywali¶my siê tylko by robiæ zdjêcia lub wzi±æ ³yk Izostatu i podziwiaæ góry. A widoki by³y przepiêkne, a zarazem zadziwiaj±ce i gro¼ne. Tu w dolinie pow. 20oC, a na niektórych urwiskach ¶nieg! Có¿, po ³atwym i ma³o mêcz±cym odcinku nadszed³ czas na kamienie u³o¿one niczym wysokie schody w górê. No trudno, trzeba je pokonaæ. Dziêki kilku ch³odnym strumykom ugasili¶my pragnienie, a ciê¿ka droga w górê minê³a przyjemniej. Kiedy wchodzili¶my coraz wy¿ej znacznie zmienia³y siê krajobrazy. Najpierw szli¶my lasem, pó¼niej po skalnej drodze, nastêpnie kamienne stopnie w górê poro¶niête gdzieniegdzie przez ró¿ne ro¶liny, pó¼niej ju¿ tylko olbrzymie g³azy, wodospady, jeziorka i ¶nieg. Pierwsz±, choæ nie jedyn± rzecz±, która nas przestraszy³a by³ d¼wiêk helikoptera zapewne od Polskiej strony Rysów. Jak siê pó¼niej okaza³o kto¶ rzeczywi¶cie „odpad³" od ¶cianki podczas wspinania i trzeba by³o udzielaæ pomocy.
Z ka¿dym metrem w górê zmiesza³ siê poziom tlenu w powietrzu, co utrudnia³o wspinanie, bo znacznie szybciej siê mêczyli¶my, nie mogli¶my utrzymaæ ju¿ dawnego tempa, brnêli¶my jednak dalej i dalej podziwiaj±c naprawdê niesamowite widoki. Na krótkim odcinku szlaku by³y nawet ³añcuchy i liny. Da³o siê jednak przej¶æ. W koñcu naszym oczom ukaza³o siê schronisko pod Rysami, do którego ochoczo wst±pili¶my. Byli¶my bardzo g³odni i zjedli¶my po ogromnej misie kapu¶niaku, kanapki i s³odycze! Po pó³ godzinie na³adowani energi± wyruszyli¶my na ostatni odcinek prowadz±cy ju¿ na sam szczyt. Tu spotka³a nas przykra niespodzianka. Jak wspominam by³ to najgorszy moment wycieczki. Od schroniska na dalszy szlak prowadzi³a prze³êcz pokryta ¶niegiem. By³o strasznie ¶lisko, a ¶nieg by³ przera¼liwie zimny. Przestraszy³ nas jeszcze widok kobiety, która sunê³a w dó³ na ortalionowej kurtce nie mog±c siê zatrzymaæ. Po kilkudziesiêciu metrach wreszcie jej siê uda³o. Mia³a szczê¶cie, bo ma³o co nie uderzy³a w g³az. Zaczyna³o krêciæ nam siê w g³owach z powodu znacznej ró¿nicy wysoko¶ci. Dopiero tutaj zdali¶my sobie sprawê, ¿e szlak nie jest ³atwy do pokonania. Po trudno¶ciach marszu po ¶liskim ¶niegu tym razem czeka³a nas droga, gdzie trzeba by³o siê wspinaæ do samego szczytu. Mobilizowa³ nas ju¿ widok szczytu Rysów ponad nami. Jaka¿ to by³a ulga, rado¶æ gdy znale¼li¶my siê tu¿ pod nim. Przystanêli¶my jeszcze na chwilê w miejscu, z którego widaæ by³o Morskie Oko i ca³e Polskie Tatry. Widok by³ piêkny, a zarazem przera¿aj±cy, gro¼ny. W koñcu wdrapali¶my siê na szczyt i upajali¶my widokami. Pstryknêli¶my fotki. Zaraz zadzwoni³am do mamy by opowiedzieæ gdzie teraz jestem - na najwy¿szym szczycie w Polsce! Trzeba by³o jednak szybko koñczyæ, bo olbrzymia szara chmura zbli¿a³a siê, nie wró¿±c niczego dobrego.
Zaczêli¶my schodziæ, kiedy us³yszeli¶my pierwszy grzmot. Znów k³opoty sprawi³ nam odcinek ze ¶niegiem, a przynajmniej mnie. Przy schronisku spotkali¶my rodziców Zosi i razem kontynuowali¶my powrót. Na koniec z³apa³ nas jeszcze deszcz i przyda³y siê ortaliony. Droga powrotna d³u¿y³a siê i ze zmêczenia zgubili¶my szlak, na szczê¶cie by³o to ju¿ na dole. Ale byli¶my pewni, ¿e osi±gnêli¶my to, co chcieli¶my osi±gn±æ. Zdobyli¶my Rysy! Wkrótce doszli¶my do jarmarków. Hmm. Byli¶my tu ju¿ rano... z t± ró¿nic±, ¿e teraz nogi bola³y straszliwie. Kupili¶my kilka pami±tek i wrócili¶my przemêczeni, ale niezwykle dumni, ¿e dali¶my radê najwy¿szej górze naszych Tatr. Teraz przed nami kolejne wyzwania...
Dodano: 2007-07-14
| |