Strona g³ówna | Kontakt | Powrót

Wa³cz - maj 2008

 Pewnie nie ma sensu zastanawiaæ siê d³ugo nad pocz±tkiem, bo kto nie móg³ byæ z nami na sportowej majówce w Wa³czu pewnie chce poznaæ fakty i konkrety. Oto moja pierwsza relacja dla Mastersów; relacja mam nadziejê tym bardziej oryginalna, ¿e pisana z perspektywy osoby nie nale¿±cej do sportowego Teamu, przynajmniej formalnie... J

Kto zna usposobienie Endriu wie te¿, jaki charakter mia³ wyjazd. Ja pozna³am Andrzeja osobi¶cie dopiero na miejscu w Wa³czu, choæ wcze¶niej solidnie siê o Nim nas³ucha³am. Dla wyja¶nienia dodam, ¿e na wyjazd namówi³ mnie Darek, który trenuje pod jego okiem ju¿ ponad rok.

Mimo ¿e lubiê sport, godz±c siê na sportowy weekend z Mastersami mia³am mieszane uczucia, a to dlatego ¿e nie przepadam za p³ywaniem, nie lubiê basenów i chlorowanej wody (brrr), no i p³ywam tylko ¿ab±... Wyjazd mia³ mieæ jednak charakter ogólno sportowy, wiêc da³am siê namówiæ. I na przysz³o¶æ polecam wszystkim, którym uprawianie sportu i aktywny wypoczynek sprawiaj± przyjemno¶æ. Na pewno nie jestem ¿adnym super sportowcem, a dobrze siê czu³am w „wa³czowym" towarzystwie i odpoczê³am przy okazji ¶wietnie siê bawi±c.

Na miejsce przyjechali¶my w sobotê 26 kwietnia. Zabrali¶my siê z Czarkiem, dziêki któremu mogli¶my te¿ przewie¼æ rowery (dziêki Czarek i pozdrawiamy!). Od razu ruszyli¶my na obiad do niezapomnianej sto³ówki COS-u, w której za papierowy karnecik mo¿na by³o zje¶æ naprawdê ogromne ilo¶ci jedzenia (na zapas na przynajmniej dwa tygodnie J). Tak moi drodzy - jedzenie to tam by³o na kartki (no, rzec mo¿na, na bony ¿ywieniowe)

 Jeszcze pierwszego dnia po obiedzie odby³ siê inauguracyjny trening na basenie. Ja nie uczestniczy³am w treningach Mastersów - p³ywa³am sobie z boku swoj± rekreacyjn± ¿ab±, któr± Monia i Endriu usilnie próbowali przekszta³ciæ w choæby niskiej klasy styl. Poniewa¿ spêdza³am w wodzie mniej ni¿ po³owê czasu od trenuj±cych, ogl±da³am okolicê, czyta³am i mia³am zdecydowanie wiêcej czasu na spanie. W po³owie wyjazdu dopiero odkry³am swoj± wyjazdow± misjê - zosta³am fotografem mistrzów.

Na pewno nie odkryjê Ameryki pisz±c, ¿e Endriu jest osob±, która naprawdê potrafi obudziæ pasjê w cz³owieku (prawie ka¿dym - ja jestem wyj±tkowo trudnym egzemplarzem...) Jego podej¶cie do p³ywania, sportu, w ogóle ca³a filozofia oraz przekonania zrobi³y na mnie bardzo du¿e wra¿enie. Andrzeja chêtnie siê s³ucha i z przyjemno¶ci± poddaje rygorowi jego æwiczeñ.

Generalnie wyjazd uwa¿am za bardzo udany. Trafili¶my na ¶liczn± pogodê, by³o s³onecznie ale nie gor±co, co szczególnie s³u¿y³o naszym wycieczkom rowerowym.

 Rytm dnia wyznacza³y nam sta³e punkty programu, czyli posi³ki i popo³udniowy trening na basenie. ¦niadania jadali¶my miêdzy 8:30 a 9:30. Wstawa³o siê chêtnie i jako¶ ³atwiej ni¿ w Warszawie... Na obiady chodzili¶my mniej wiêcej na 14:00, kolacje jedli¶my o 19:00. Posi³ki, jak ju¿ wspomina³am, by³y baaardzo solidne i zró¿nicowane. Przy ka¿dym posi³ku wyg³odnia³ych sportowców kusi³ d³ugi samoobs³ugowy bar, wzd³u¿ którego przechodzi³o siê z tac±. Wybór propozycji na posi³ek by³ naprawdê spory. Nie lubisz parówek na ¶niadanie? Zjedz p³atki na mleku, czekoladowe lub te z cynamonem. Wolisz jajecznicê? A mo¿e jajka sadzone? A mo¿e pyszne warzywa, których nigdy w Wa³czu nie brakowa³o lub sa³atki z sosami do wyboru. Na koniec zawsze mo¿esz zje¶æ twaro¿ek, kanapki z d¿emem i miodem lub s³odkie ¶wie¿e rogaliki. Na deser obowi±zkowo jogurt serduszko.

Z ka¿dym posi³kiem by³o podobnie - sporo rzeczy do wyboru, tak¿e czasem cz³owiek nie móg³ siê zdecydowaæ lub co gorsze - jad³ za du¿o.

W zasadzie wszystkie za³o¿enia odno¶nie aktywno¶ci na wyje¼dzie wypali³y. By³y wycieczki rowerowe (dziêki ci, o pogodo!), treningi p³ywackie, æwiczenia na sali gimnastycznej i si³owni oraz dodatkowe atrakcje „ekstremalne". Kto mia³ si³ê i ochotê, rano móg³ wybieraæ siê z Czarkiem na „poranne przebie¿ki", Ola z Ani± za¶ z determinacj± uprawia³y Nordic Walking.

 Rowerki wyci±gali¶my po ¶niadaniu. Wyruszali¶my w drogê koniecznie z zakupion± w „CPN-ie" (!) map±, przy pomocy której Endiu opracowywa³ trasy (choæ tak naprawdê wszyscy wiemy, ¿e zawsze jecha³ na czuja...). ¦rednio przeje¿d¿ali¶my 30 km dziennie w ró¿nym terenie. Najd³u¿sza jednorazowa wycieczka to 50 km po okolicznych wsiach i lasach w nie ukrywam bardzo malowniczych okoliczno¶ciach przyrody. A teren ró¿ny: ¶cie¿ki lub szosy w lasach, b³otniste wiejskie koleiny (prawdziwy survival nam siê raz trafi³), ¿wirowe drogi, piach, kamienie, s³owem - mnóstwo atrakcji. Powietrze by³o czyste, nie pada³o, tempo jazdy optymalne i nie za intensywne. Wycieczki rowerowe to by³a czysta przyjemno¶æ - mo¿na by³o siê porz±dnie zmêczyæ, rozlu¼niæ i zapomnieæ o wszystkich k³opotach dnia codziennego.

Po po³udniu za nic w ¶wiecie nikt nie chcia³ rezygnowaæ z basenu wiêc chc±c nie chc±c wci±ga³am na siebie kostium i wskakiwa³am do wody. Podczas gdy p³ywa³am sobie na uboczu, „profesjonali¶ci" dawali z siebie wszystko m³óc±c wodê „wysokimi ³okciami"

W programie treningów opracowanym przez naszego Guru by³o oczywi¶cie miejsce na wszystko: technikê, trening wytrzyma³o¶ciowy oraz æwiczenia skoków do wody ze s³upków (szkoda ¿e nie z trampoliny, by³yby fajne foty hehe). Gdy w ¶rodê dojechali pozostali uczestnicy i grupa by³a w komplecie, Mastersi budzili ju¿ prawdziwy postrach w¶ród innych u¿ytkowników basenu i zawstydzali ich swoj± technik± i szybko¶ci±. Nawet monop³etwiarze wype³zali z wody niepyszni, bo przy naszych wstyd im by³o p³ywaæ! Do¶æ tego s³odzenia, pewnie chcecie zobaczyæ zdjêcia. Ogl±daj±c je miejcie na uwadze niezniszczalne has³o naszego wyjazdu, czyli „£okieæ w górze!" (oraz inne, jak na przyk³ad „kolana razem", „p³ywanie trzytaktem", „klatka w dole", „mocne kopniêcie", „miêsnie rozlu¼nione", „palce razem" itd.

Grupa uczy³a siê i doskonali³a technik± skoków startowych. Endriu „na sucho" t³umaczy³ technikê skoku zwracaj±c uwagê na istotne szczegó³y:

 Nie by³abym sob±, gdybym w tym miejscu nie zwróci³a Waszej uwagi na cyrkowe popisy naszych mistrzów

Bywa³y dni, kiedy z ¿alem rezygnowali¶my z rowerów na rzecz niemal równie pasjonuj±cych aktywno¶ci. Odby³y siê w sumie dwa treningi na si³owni oraz jeden na sali gimnastycznej (po którym nikt nastêpnego dnia nie móg³ chodziæ). Niestety, ani z si³owni, ani z morderczej sali zdjêæ nie mam, poniewa¿ przyk³adnie æwiczy³am z innymi, ale za to uwieczni³am nasz± dzieln± dru¿ynê podczas rozgrywki w kosza: „Laski nie¼le dawa³y czadu"

Naprawdê polecam wyjazdy z grup± Mastersów, któr± mia³am okazjê poznaæ w Wa³czu. Dogadaæ siê by³o mo¿na ze wszystkimi (nawet z Brokiem - hehe, taki ¿arcik...) a to przecie¿ w grupie nie sztuka. Otwarci, bezkonfliktowi ludzie i choæ ka¿dy inny, rozumieli¶my siê ¶wietnie. Zapoznali¶my siê i zintegrowali¶my wyj±tkowo szybko.

 A integrowaæ siê lubili¶my... Niektórzy co prawda z pocz±tku trzymali fason sportowców, ale na szczê¶cie szybko im przesz³o i dawali siê skusiæ na wieczornego Browarka. Ola - nasza g³ówna imprezowiczka - razem z Justyn± by³a zawsze gotowa na przyjêcie go¶ci. I tak codziennie oblewali¶my kolejny udany dzieñ. Pozdrawiamy pokój numer SZE¦Æ!!!

Wieczorny relaks przy piwku by³ bardzo przyjemnym, choæ krótkim czasem. Po wyczerpuj±cym dniu towarzystwo szybko rozchodzi³o siê do ³ó¿ek, ¿eby nabraæ si³ na nowe extrema.

A extremów nie brakowa³o. Endriu z Ani± bowiem zaci±gnêli grupê do po³o¿onego 7 km od Wa³cza najwiêkszego w Europie Parku Linowego. Do parku podjechali¶my na rowerach. Na drzewach widaæ by³o porozpinane liny na wysoko¶ci ³adnych kilkunastu metrów. Park usiany by³ ró¿nego rodzaju przeszkodami zrobionymi z lin, desek, siatek, bali i s³upków. Aby móc zmierzyæ siê z przeszkodami i niczym w grze komputerowej skakaæ po linach i zje¿d¿aæ na karabiñczyku, trzeba by³o najpierw dobrze siê zabezpieczyæ przed upadkiem.

Odczekali¶my swoje 45 minut w kolejce do parkowej budki-recepcji i wynegocjowawszy rabat za zw³okê rozpoczêli¶my proces przyodziewania zabezpieczaj±cych uprzê¿y.

Nastêpnie krótkie szkolenie przekazuj±ce podstawow± ideê bezpieczeñstwa: „ZAWSZE PRZYNAJMNIEJ JEDEN KARABIÑCZYK WPIÊTY" (prawda Ola?) i ruszyli¶my na podbój przeszkód.

 Park by³ podzielony na trzy podstawowe trasy: ³atw±, ¶redni± i trudn±. Na szczê¶cie wszyscy zaczêli¶my od ³atwej, poniewa¿ koniec koñców skakanie na linach w koronach drzew wcale nie okaza³o siê byæ takie ³atwe... Z do³u mo¿e wygl±da to niegro¼nie, ale uwierzcie mi - na górze nogi cz³owiekowi miêkn±. Ca³a zabawa wymaga od uczestników dobrej koordynacji ruchowej, umiejêtnego roz³o¿enia si³ i umiejêtno¶ci odpowiedniego balansowania cia³em, a tak¿e zachowania równowagi, si³y i ogólnej sprawno¶ci ruchowej. Polecam ka¿demu, kto spe³nia te warunki i oczywi¶cie nie ma lêku wysoko¶ci.

Po pokonaniu pierwszych przeszkód cz³owiek oswaja³ siê nieco z wysoko¶ci± i specyfik± przeszkód i materia³ów, z których by³y zrobione, czyli ³apa³ regu³y gry. Trasa ³atwa by³a ¶wietna na takie wstêpne rozpoznanie. Pó¼niej mo¿na by³o dokonaæ wyboru tras o wiêkszym stopniu trudno¶ci. Ja wybra³am ¶redni±, ale niektórzy poszli na trudn± i miêli nietêgie miny. Gratulujemy im, ¿e przeszli i ca³o zeszli na ziemiê, bo musieli nie¼le siê przy pokonywaniu przeszkód napociæ. Brawo!

By³o te¿ ca³kiem sporo zjazdów, jeden straszliwie d³ugi przez rzekê. Yuhu!! Cudownie! Ach, gdyby tylko nie to koñcowe przypi...dzielanie z ca³ym impetem w drzewo... S³uchajcie, ale by³y emocje. Adrenalina na maxa, ¶wietna zabawa naprawdê. Nastêpnym razem idê jeszcze raz! Poni¿ej parê zdjêæ z Parku i parê przeszkód. Tak niewinnie wygl±daj± z do³u...

Koniecznie muszê Wam opisaæ jeszcze jedn± niezapomnian± wycieczkê. By³a to wycieczka do tajemniczego miejsca, mianowicie Czarodziejskiej Górki nieopodal Wa³cza. O tym miejscu mogli¶cie ju¿ s³yszeæ, jest znane ze swoich niezwyk³ych w³a¶ciwo¶ci.

W miejscu tym bowiem dziej± rzeczy niezwyk³e, jak informuje nas postawiona na górce tablica. Na pierwszy rzut oka jest to zupe³nie zwyk³e wzniesienie w lesie, górka jak ka¿da inna. Natomiast - wszystkie przedmioty na tej górce, zamiast staczaæ siê w dó³, WTACZAJ¡ SIÊ na ni±... No nie - pomy¶leli¶my - jest górka? Jest. Wyra¼ne wzniesienie i wyra¼ny spadek. Sprawdzamy zachowanie siê przedmiotów. Rzeczywi¶cie zrobili¶my kilka eksperymentów. Starali¶my siê zjechaæ z górki na rowerze nie peda³uj±c. Rower powinien siê staczaæ powoli rozpêdzaj±c. Nic z tych rzeczy. Rowery stopniowo wyhamowywa³y i zatrzymywa³y siê. Najbardziej nieprawdopodobne by³o jednak to, i¿ pod górkê podje¿d¿a³y same i nie trzeba by³o w ogóle peda³owaæ. To samo dzia³o siê z samochodami, które przyje¿d¿aj±cy tam niemieccy tury¶ci zostawiali „na luzie". Samochody powolutku podje¿d¿a³y pod górkê. Nie wierzycie? To trzeba zobaczyæ na w³asne oczy...

 Nie wiadomo, dlaczego tak siê dzieje. Ania jest fizykiem i nawet ona nie potrafi³a wyt³umaczyæ tego zjawiska. Najbardziej prawdopodobne wyt³umaczenie to po prostu z³udzenie optyczne, któremu ulegamy. Nie jest to jednak udowodnione, a niestety nikt z nas akurat nie mia³ przy sobie poziomicy...

Endriu, ¶wietny wyjazd! Co tu jeszcze dodaæ, za³atwi³e¶ nam nawet zjawiska paranormalne! My chcemy jeszcze! Ogólnie rzecz bior±c full opcja! Tylko dwa s³owa: dlaczego tak krótko???

 

Pozdrawiam i trzymajcie siê, Mastersi!

Agnieszka

Dodano: 2008-06-06
Projektowanie stron - Studio Belart  
WMT - masters: p³ywanie, nauka p³ywania, treningi p³ywackie