Strona g³ówna | Kontakt | Powrót

Z rowerem w Bieszczady 

Andrzej Skorykow 

Po ubieg³orocznym dziewiêciodniowym pobycie z rowerem w Pieninach (Jaworki k./Szczawnicy) z niecierpliwo¶ci± czeka³em na nowy sezon, by znowu zabraæ rower i wyruszyæ w góry. W tym roku postanowi³em spêdziæ dwa weekendy w Bieszczadach, zachêcony przegl±daniem stron internetowych promuj±cych ten region Polski. Zdecydowa³em siê zatrzymaæ w miejscowo¶ci Zatwarnica w Domu Wypoczynkowym BARR. Uzna³em okolicê za najbardziej atrakcyjn±, ze wzglêdu na jej centralne po³o¿enie w powiecie bieszczadzkim, z którego mo¿na dotrzeæ na rowerze do prawie ka¿dego interesuj±cego mnie zak±tka i tego samego dnia wróciæ. Do Zatwarnicy mo¿na dojechaæ autobusem (koñcowy przystanek) z Ustrzyk Dolnych, do których dociera kolej. Ja ze wzglêdu na wygodê wybra³em siê samochodem.

Dzieñ pierwszy (25-04-2003)

Wyruszy³em z Warszawy o godz. 6.00 przez Radom, Rzeszów, Sanok dojecha³em do Ustrzyk Dolnych gdzie w Centrum Informacji Turystycznej mieszcz±cej siê na rynku mog³em kupiæ: mapê turystyczn± i przewodnik „Najlepsze wycieczki na rowerze górskim - Bieszczady i Pogórze Przemyskie". Na mapie nie by³y jeszcze zaznaczone szlaki rowerowe, podobno w najbli¿szej przysz³o¶ci tam siê znajd±. Odwiedzi³em równie¿ sklep rowerowy by sprawdziæ zaopatrzenie w czê¶ci lub akcesoria potrzebne w przypadku defektów. Ruszy³em do Zatwarnicy. Po drodze mija³em nieliczne domy oferuj±ce noclegi - go³ym okiem widaæ by³o bardzo ma³e zaludnienie terenów. Z ka¿dym kolejnym kilometrem wyra¼nie oddala³em siê od cywilizacji. Zatwarnica okaza³a siê ma³± osad± z jednym sklepem i brakiem jakiejkolwiek gastronomii. O¶rodek, w którym siê zatrzyma³em zrobi³ dobre wra¿enie, czysty, mi³a obs³uga, warunki dobre. Okaza³o siê, ¿e tego wieczora jestem jedynym go¶ciem. Poinformowano mnie jednak, ¿e od 02-05 wszystkie miejsca s± zarezerwowane i bêdê musia³ opu¶ciæ pokój. Na pocz±tku zrezygnowa³em z oferowanych posi³ków (chocia¿ by³em sam chciano dla mnie gotowaæ).  Telefonowanie z komórki okaza³o siê niemo¿liwe z powodu braku zasiêgu. Dopiero po przejechaniu 14 km z powrotem w kierunku Ustrzyk mog³em siê dodzwoniæ. Ten brak zasiêgu to by³a nawet mi³a niespodzianka, przecie¿ w W-wie czêsto mam ju¿ dosyæ telefonów o ka¿dej porze. Chwilê odpocz±³em przygotowa³em sprzêt i wyruszy³em na pierwsz± przeja¿d¿kê. Jak zwykle op³aci³o mi siê wyjechaæ tak wcze¶nie z Warszawy i dziêki temu nie zmarnowaæ popo³udnia. Pierwszy dzieñ, teren górzysty, wiêc postanowi³em, ¿e bêdê jecha³ spokojnie. Wybra³em trasê g³ównie po asfalcie. Wiem, co siê dzieje z nogami po kilku dniach w górach, kiedy na co dzieñ w W-wie je¼dzi siê jak po stole i nawet 10 wjazdów na 500 metrow± Agrykolê to nic w porównaniu z dystansem w terenie górskim. Postanowi³em dotrzeæ do Ustrzyk Górnych. Jecha³em wzd³u¿ Sanu, w górê rzeki. Miejscowo¶æ okaza³a siê du¿o mniejsza ni¿ my¶la³em, ale po raz pierwszy napotka³em na jak±¶ gastronomiê ...i tak by³a zamkniêta. Poza sezonem Bieszczady by³y wolne od turystów i us³ug im ¶wiadczonych. Kierowa³em siê na Brzegi Górne i tu napotka³em pierwszy d³u¿szy podjazd. W Brzegach skrêci³em na miejscowo¶æ Dwernik. Droga nie na rower szosowy, ale jednocze¶nie najbardziej atrakcyjny odcinek tej wycieczki. W Dwerniku zamkn±³em pêtle i skrêci³em do Zatwarnicy. Przez ca³± trasê 60 km nie wyprzedzi³ mnie ¿aden samochód. Po drodze min±³em natomiast kilka hodowli koni i strusi. Czêsto napotka³em krowy, które pas³y siê jak owce chodz±c w poprzek asfaltowej drogi. Problem stanowi³y psy, na szczê¶cie ma³e, których gospodarze chyba zapomnieli nakarmiæ, te spotkania zmusza³y mnie do zmiany prze³o¿enia i kilkunastu sprintów.

Dzieñ drugi

Od samego rana pogoda zachêca³a do jazdy. Zaplanowa³em trasê do Polañczyka i Soliny, w której by³em 8 lat temu. Droga bieg³± wzd³u¿ Sanu do Zalewu Soliñskiego. Od mojej miejscowo¶ci zaczyna siê szlak rowerowy, który w pierwszej czê¶ci wskazuje trasê. Ju¿ pocz±tek okaza³ siê atrakcyjny krajobrazowo. Uroki szlaku spowodowa³y, ¿e nie wjecha³em na odpowiedni± drogê. Dopiero pó¼niej jak dotar³em do rezerwatu „Hulskie"; wiedzia³em gdzie siê znajdujê. Rezerwat przepiêkny. Mnóstwo zwierzyny. W rezerwacie znowu pojecha³em nie tam gdzie trzeba i dopiero po 37 km(!!!) spotka³em pierwszych ludzi. Byli to pracownicy le¶ni, którzy wypalali w wielkich kot³ach wêgiel drzewny. Od nich dowiedzia³em siê, ¿e trakt prowadzi do Smolnika. Ca³a dotychczasowa trasa to „hopki" (podjazdy i zjazdy od kilkuset metrów do dwóch km. Ze Smolnika pozosta³o 15 km jazdy szos± po asfalcie. Po drodze jeszcze zatrzyma³em siê przy sklepie. Litr p³ynów, który dzisiaj zabra³em okaza³ siê zbyt ma³ym zapasem. Wtedy u¶wiadomi³em sobie, ¿e taka jazda w pojedynkê, bez zasiêgu telefonicznego, szlakami bez turystów i mieszkañców mo¿e byæ niebezpieczna. Postanowi³em, ¿e od jutra zabieram ze sob± wiêcej picia, dodatkowo energetyczne jedzenie, co¶ ciep³ego do ubrania i dwie dêtki zapasowe.  Zestaw kluczy, który posiadam jest skromny i na to ju¿ nic nie poradzê, tym bardziej, ¿e i tak mam problemy z jak±kolwiek samodzieln± napraw±. Kiedy dotar³em do pokoju licznik pokazywa³ 70 km. Doceni³em uroki Bieszczad, trasa by³a wyj±tkowa - niezwyk³a ro¶linno¶æ w rezerwacie: kilka bardzo atrakcyjnych punktów widokowych.

Dzieñ trzeci.

O godz. 5:30 wiatr trzês±cy szybami nie da³ ju¿ d³u¿ej spaæ. Nogi a nawet plecy mocno zmêczone. Postanowi³em pojechaæ samochodem do Ustrzyk Dolnych po zakupy, zatankowaæ i pop³ywaæ na basenie dla relaksu. W drodze dwie kontrole stra¿y granicznej. Przynajmniej mog³em z kim¶ zamieniæ kilka zdañ. Basen piêkny i nowoczesny, przep³yn±³em spokojnie 1 km i poszed³em do kawiarni na pierwsz± po przyje¼dzie prawdziw± kawê. W obiekcie znajduje siê wiele atrakcji m.in. klub internetowy. Skorzysta³em z ³±cza by przes³aæ ch³opakom z „Forum Rowerowego" kilka zdañ relacji z pobytu. Po powrocie zaczê³o padaæ. My¶la³em, ¿e godzinna drzemka odmieni pogodê, ale niestety. Mimo wszystko postanowi³em dobrze siê ubraæ i przejechaæ przynajmniej krótki odcinek. Planowa³em rundê przez Brzegi Górne (tym razem tras± przez góry) i Wietlinê. Nastêpnie szlakiem turystycznym z powrotem do Zatwarnicy. Warunki pogodowe spowodowa³y, ¿e nawet jazda z góry wymaga³a niez³ego wysi³ku, poniewa¿ ko³a zatrzymywa³y siê w rozmiêk³ej glebie. Przed Brzegiem wyjecha³em na asfalt i tak ju¿ do Wietliny. Tam pogoda jeszcze bardziej siê popsu³a. La³o i nie widaæ by³o nadziei na poprawê. Mia³em obawy, czy poradzê sobie z rowerem przez góry szlakiem turystycznym. Jak by nie by³o, by³em w kolarskich butach z blokami, pogoda fatalna, a chmury zas³aniaj± szczyty uniemo¿liwiaj±c widoczno¶æ. Ju¿ przecie¿ kilka lat temu wci±gali mnie przypadkowi tury¶ci linami na Kasprowy, bo wybra³em siê na bieganie bez raków i w nieodpowiednim ubiorze. Postanowi³em wracaæ t± sam± tras±. Wiedzia³em, ¿e dystans dzisiaj bêdzie krótszy, by³em zmarzniêty, wiêc postanowi³em po¶cigaæ siê przynajmniej z samym sob±. Po drodze wyprzedzi³em samochód, który widocznie ba³ siê o zawieszenie na drodze, na której zosta³o ju¿ niewiele z asfaltu. W drodze powrotnej da³em sobie w ko¶æ. Umy³em rower w Sanie, poniewa¿ by³ w takim stanie, ¿e chyba nie wpuszczono by mnie z nim do o¶rodka. Kiedy dojecha³em na miejsce na liczniku by³o 45 km. Najwiêksz± atrakcj± dzisiejszej jazdy nie by³o oczywi¶cie to, ¿e przemok³em do ostatniej nitki, tylko niesamowite dwukrotne spotkanie z jaszczurk± salamandr±.  Dopiero po tylu latach dowiedzia³em siê, ¿e w Polsce ¿yj± takie piêkne okazy. Du¿e, ca³e czarne jak wêgiel z ¿ó³tymi kropami jak ziarna grochu na ca³ej skórze. Przez ten deszcz nie zabra³em aparatu i nie mog³em ich sfotografowaæ. Do saren i jeleni ju¿ siê przyzwyczai³em i ju¿ trzeciego dnia nie robi³y na mnie takiego wra¿enia. Mam tylko nadziejê, ¿e w nastêpnych dniach nie bêdzie mi dane spotkaæ nied¼wiedzia. Chocia¿ miejscowi mówi±, ¿e w rejonach, po których je¿d¿ê, jest to bardzo prawdopodobne.

Dzieñ czwarty

Rano jeszcze pada³o, ale s³oñce ju¿ przebija³o siê przez chmury. Po ¶niadaniu przesmarowa³em rower i wyruszy³em do Ustrzyk Dolnych dowiedzieæ siê w Informacji turystycznej czy znaleziono dla mnie wolne miejsca od drugiego maja. W tamt± stronê pojecha³em przez góry, szlakiem dla rowerów. By³o grz±sko. Na zje¼dzie do miejscowo¶ci Polana tak trzês³o, ¿e nie zauwa¿y³em, kiedy wypad³ mi z koszyka bidon - pierwsza strata. Polana to urocza miejscowo¶æ. Spodoba³a mi siê jako miejsce ewentualnego pobytu. W Ustrzykach okaza³o siê, ¿e mam ju¿ 45 km na liczniku i postanowi³em wróciæ ³atwiejsz±, lecz nie krótsz± tras± po asfalcie Przez Lutowiska. Po 90 km jazdy czwartego dnia by³em ju¿ bardzo zmêczony. Po drodze trzykrotnie z³apa³ mnie przelotny deszcz i nie by³o to przyjemne. Dwa km przed o¶rodkiem pod sklepem spotka³em miejscowych, z którymi po ka¿dej je¼dzie wypijam piwo. Tym razem wprowadzi³em dwa, poniewa¿ zakwaszenie miê¶ni by³o wyj±tkowo du¿e i jedno tym razem w niczym by nie pomog³o. Oni musieli byæ jeszcze bardziej zmêczeni, poniewa¿ nie wiedzieli nawet, które dzisiaj pij±. Jeden z nich to jaki¶ miejscowy artysta. Zaprasza³ mnie do siebie, by wrêczyæ mi swoj± rze¼bê. Inni odradzali i straszyli, ¿e bêdzie mnie to kosztowa³o przynajmniej rower. Umówili¶my siê na nastêpny dzieñ i tym sposobem mog³em siê wyrwaæ do o¶rodka na zas³u¿ony odpoczynek.

Dzieñ pi±ty

Rano ¶wieci³o piêkne s³oñce i by³o ciep³o. Mocno wia³o, ale nic nie zapowiada³o, ¿eby pogoda siê popsu³a. Ubra³em siê na krótko i wyruszy³em do¶æ wcze¶nie. Wybra³em trasê do Soliny. Po drodze piêkne krajobrazy. Szczególnie po wyjechaniu na asfalt drog± wzd³u¿ linii brzegowej zalewu. Szybko mija³em kolejne miejscowo¶ci. Przejecha³em bez entuzjazmu przez reklamowany Polañczyk i zaraz dotar³em do Soliny. Tu zapachnia³o kurortem. Po raz pierwszy zobaczy³em w tych rejonach tzw. deptak, na którym zjad³em pyszn± rybkê. Wszyscy szykowali lokale na jutrzejszy przyjazd turystów na d³ugi weekend majowy. Jak w kurorcie ju¿ dzisiaj pojawili siê tam  motocykli¶ci. Po ich wygl±dzie i zachowaniu widaæ by³o, ¿e powinni siê tam pokazywaæ, je¿eli chc± siê liczyæ w bran¿y. Poza nimi by³o sporo dzieci chyba na „zielonej szkole", które chcia³y w pobliskich straganach zostawiæ wszystkie oszczêdno¶ci, jakie dosta³y od rodziców. Odnios³em wra¿enie, ¿e musi to byæ dla nich najwiêksza atrakcja pobytu.Mnie przyjemno¶æ sprawi³o zjedzenie pysznej rybki i dobre piwo kuflowe. Zrobi³em kilka zdjêæ z zapory i po ponad godzinnej przerwie w je¼dzie ruszy³em z powrotem. Po drodze spotka³em pierwszy raz podczas pobytu osoby na rowerach górskich z zaciêciem sportowym. Zrobili¶my wspólny dwukilometrowy podjazd. Ch³opcy najwyra¼niej chcieli mnie sprawdziæ, przerzutki chodzi³y, aby dobraæ najlepsze prze³o¿enie. Ja ju¿ mia³em 75 km i tempo wytrzymywa³em tylko swoj± godno¶ci± osobist±. Przed szczytem chyba mieli¶my dosyæ, zaczêli¶my rozmawiaæ. Oni równie¿ przyjechali z Warszawy. Od ¶wi±t przygotowuj± siê w Bieszczadach do maratonu rowerowego, który 3 maja odbêdzie siê w Krynicy. Namawiali mnie do wziêcia udzia³u. Poniewa¿ rezerwacja noclegu koñczy³a siê drugiego, wiêc pomy¶la³em, czemu nie. Na koniec zrobili¶my sobie wspólne zdjêcie. By³o to dla mnie mi³e spotkanie i gdybym wiedzia³ wcze¶niej stara³bym siê je¼dziæ razem z nimi. Do domu zosta³o mi jeszcze 15 km. Koñcówka by³a ciê¿ka. Na jednym ze zjazdów mocno rozpêdzony wjecha³em w zakrêt, za którym nic nie by³o widaæ i tu niespodzianka. Jakie¶ wielkie d³ugow³ose „krowy" i „byki" o br±zowym umaszczeniu stoj± na mojej drodze. Ledwo wyhamowa³em. Dopiero wtedy zorientowa³em siê, ¿e to s± ¿ubry. Jak zobaczy³y mnie przera¿onego, te¿ siê chyba trochê wystraszy³y i ruszy³ w dó³ niezbyt szybkim tempem. Zatrzyma³y siê po kilkudziesiêciu metrach i bacznie mnie obserwowa³y. Wówczas zorientowa³em siê, ¿e mam aparat i mogê im zrobiæ zdjêcie. Zd±¿y³em zrobiæ pierwsze, do drugiego ju¿ nie chcia³y pozowaæ i uchwyci³em je jak uciekaj±ce. Dojecha³em do domu. Na liczniku znowu 90 km.

Dzieñ szósty

Piêkna pogoda. Ju¿ o 10.00 temperatura 20 stopni. ¯adnej chmurki na niebie, tylko silny wiatr. Czujê du¿e zmêczenie. Jednak warunki pogodowe nie pozwalaj± zostaæ na miejscu. Postanowi³em pojechaæ spokojniej i krócej, w stronê Cisnej a pó¼niej na Sine Wiry. Tam jeszcze nie by³em. Po pierwszym kilku kilometrowym podje¼dzie ju¿ jest dobrze. Miê¶nie rozgrzane nie dokuczaj±. Z Wetliny przez Smerek trasa piêkna. Podjazd do Sinych Wirów jak z pism turystycznym o austriackich Alpach na wiosnê i jakie widoki z góry! Po drodze spotka³em grupê naprawdê doros³ych panów z Rzeszowa. Sportowe rowery i stroje. Niestety jechali w przeciwnym kierunku. Kawa³ek jecha³em wspólne z par± studentów z WATu by³o sympatycznie, ale niestety musieli za chwilê wracaæ do Cisnej. Po drodze spotka³em jeszcze kilka osób jad±cych turystycznie. Widaæ, ¿e weekend majowy ju¿ siê zacz±³. Dotar³em do o¶rodka ze stanem licznika równe 60 km. Do wieczora zosta³o du¿o czasu,  postanowi³em wiêc w rzece umyæ rower. Wypucowa³em go dok³adnie. Wygl±da jak nowy, mi³o teraz popatrzeæ. W Zatwarnicy wszyscy szykuj± siê do jutrzejszego festynu. Ja ju¿ wiem, ¿e nastêpnego dnia pojadê spokojnie i jeszcze krócej, mo¿e 40 km po asfalcie. Nogi musz± odpocz±æ. Chyba trochê przesadzi³em w poprzednich dniach, nie tyle z dystansem, co z tempem jazdy. Dzieñ siódmyTak jak zaplanowa³em, króciutka runda przy granicy ukraiñskiej w okolicach Mucznego. Wysz³o 40 km. 1/3 trasy po drogach gruntowych. Wróci³em w po³udnie i po k±pieli wybra³em siê tym razem na wycieczkê objazdow± samochodem. Utwierdzi³em siê, ¿e najciekawszy odcinek zaczyna siê od Ustrzyk Górnych a koñczy na Cisnej. Równie interesuj±cy krajobrazowo region to Solina. Wieczorem wst±pi³em na festyn, miejscowi znajomi bardzo siê ucieszyli, ¿e mnie spotkali. W trakcie rozmów mog³em dowiedzieæ siê wielu ciekawych rzeczy na temat ich historii, obyczajów itp.

Nastêpnego dnia wyruszy³em na swój pierwszy start w BikeMaratonie w Krynicy Górskiej 

W ca³ej relacji celowo nie opisywa³em dok³adnie trasy, któr± jecha³em. Takie opisy zazwyczaj wydaj± mi siê nudne. Ka¿dy, kto zechce wybraæ siê w Bieszczady, powinien przede wszystkim zaopatrzyæ siê w mapê i zaplanowaæ w³asn± trasê. Je¿eli niektóre z opisów bêd± dla was przydatne to bêdê bardzo szczê¶liwy. Je¿eli macie jakie¶ uwagi to proszê napiszcie skorykow@masters.waw.pl Jeszcze chcia³bym podzieliæ siê z wami do¶wiadczeniami co do wyposa¿enia rowerzysty. Nigdy wcze¶niej nie je¼dzi³em z plecakiem. Tym razem postanowi³em podró¿owaæ z niezbêdnym ekwipunkiem, który mo¿e siê przydaæ podczas jazdy. Znajomy z forum rowerowego o pseudonimie BZP podpowiedzia³ mi, ¿e najlepszy wybór bêdzie na ul. Zamiany oczywi¶cie w W-wie. Mia³ racjê, dokona³em zakupu plecaka modelu Air Strike 15 firmy Scott, z którego jestem niezwykle zadowolony. Jego najwiêksz± zalet± jest to, ¿e nie przylega ca³± swoj± powierzchni± do pleców rowerzysty. Specjalnie wyprofilowany z dodatkow± siateczk±, która opiera siê na plecach i ¶wietnie wentyluje. Paski g³ówne równie¿ s± ze specjalnej siatki. Ma dodatkowo wygodny ochraniacz przeciwdeszczowy, który w bardzo prosty sposób mo¿na zak³adaæ i zdejmowaæ. Suwaki s± wodoszczelne. O funkcjonalno¶ci kieszeni nie bêdê ju¿ siê rozpisywa³. Oczywi¶cie ma miejsce na przypiêcie kasku rowerowego.Wzorowe przygotowanie roweru zawdziêczam Piotrkowi Macieszowi (Sklep rowerowy „TREK" przy ul. KEN W-wa), któremu zawsze powierzam swój sprzêt. Dziêki czemu nigdy mnie nie zawodzi.

Dodano: 2006-10-27
Projektowanie stron - Studio Belart  
WMT - masters: p³ywanie, nauka p³ywania, treningi p³ywackie